Bohaterowie są wśród nas

…. „Żadnego bohaterstwa nie da się zaplanować, może się ono jedynie przytrafić”….Karel Čapek”

Właściwie dzisiaj nie mamy nikogo kogo nazwalibyśmy mianem bohatera. Jesteśmy postmodernistycznie rozkruszeni i nie mamy wyraźnych wzorców postępowania. Parę modeli kreują media lub poszczególne środowiska, ale nie ma tu wielkich nazwisk, nikt raczej nikim się nie zachwyca. Co innego w życiu osobistym, podziwiamy pisarzy, naukowców, artystów, także polityków, którzy swoją odwagą, mądrością płynąca z wiedzy wzbogacają naszą duchowość. Dzisiejszy świat, jak nigdy wcześniej  potrzebuje odważnych ludzi potrafiących otwarcie  mówić o problemach współczesnego świata dając zarazem nadzieję na lepsze jutro.

Każdy z nas wyobraża sobie bohatera na podstawie literatury, które stanowiły przykłady do naśladowania. Literatura poszukiwała i poszukuje również dzisiaj ideału, który byłby nośnikiem społecznie uznawanych, czy też pożądanych, postaw życiowych. Bohaterami naszych czasów mogą być ludzie, którzy osiągnęli sukcesy w każdej innej dziedzinie np. medycynie, naukach ścisłych, ludzie mający w dorobku wynalazki, sukcesy na skalę światową. Wielu znakomitych naukowców pracuje w zaciszu, są to więc niewidoczni bohaterowie, których nawet nie znamy, choć kiedyś zapewne o nich usłyszymy. Bohaterami są też ci, którzy społecznie się udzielają, śpieszą z pomocą niepełnosprawnym, ciężko chorym, biednym. Wielu jest takich w Polsce. Pojęcia bohatera nie należy zawężać tylko do znanych ludzi, bo może się okazać, że całkiem nie znani ludzie też zasługują na uwagę, podziw i szacunek.

Bohaterem naszych czasów może być też człowiek przeciętny. “Człowiek bez właściwości”. Chodzi do kościoła, deklaruje miłość do papieża, jest zwolennikiem partii PIS i mówi o patriotyzmie, bo tak należy mówić. Deklaratywnie bohaterem dla nich jest Jan Paweł II, ale w istocie nic o nim nie wiedzą poza tym, że jest nasz, polski. Żadne treści z papieskich nauk do nich nie docierają.

Słowo „bohater” zdewaluowało się w ciągu ostatnich 40-50 lat, jednak wciąż  określa ono kogoś, kto w niezwykłych, dramatycznych okolicznościach, dzięki swej wyobraźni, odwadze i silnych cechach lidera, często kosztem osobistych poświęceń (w wyniku świadomego wyboru), staje na czele ruchu społecznego i prowadzi walkę z opresyjnym reżimem. Miano bohatera zwykle nadaje się za jakieś znaczące, konkretne zdarzenie lub osiągnięcie. Nikt normalny nie sprawdza przy tej okazji (i później), czy ów bohater ma jakieś grzeszki na sumieniu.

W XX wieku Polska wydała tylko dwie postacie o znaczeniu międzynarodowym, zwłaszcza w latach 80-tych, wiele osób wiedziało, że Jan Paweł II to Polak. Jednakże to, co zupełnie zaszokowało Polaków  przebywających za granicą to fakt, że KAŻDY Niemiec, Amerykanin, Francuz, Japończyk  po usłyszeniu że jestem z Polski, rzuca z uśmiechem i podziwem wymienia tylko jedno nazwisko – LECH WALESA !…

Młode pokolenia czy to w Polsce czy zagranicą nie zawsze kojarzą Lecha Wałęsę, jako bohatera sierpniowych strajków z 1980 r., które doprowadziły do powstania NSZZ „Solidarność” – pierwszej w krajach komunistycznych, niezależnej od władz, legalnej organizacji związkowej. Podpisanie porozumienia w Gdańsku 31 sierpnia 1980 r. między komisją rządową a Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym i powstanie Solidarności stały się początkiem przemian z 1989 r. – obalenia komunizmu i końca systemu jałtańskiego.

Także dla wielu ludzi w średnim i starszym wieku Lech Wałęsa to postać doskonale znana i jednoznacznie łączona z Polską. To jedna z osób mająca  istotny wpływ na transformację ustrojową Polski oraz pierwszy prezydent RP wybrany w wyborach powszechnych. W 1983 roku za swoją działalność otrzymał Pokojową nagrodę Nobla. W 1999 roku amerykański tygodnik „Time” uznał go za jednego ze 100 najważniejszych ludzi stulecia. Tak przedstawiają się fakty, z faktami się nie dyskutuje, natomiast z prawdą można bo każdy ma  swoją.

Jak  wszyscy wiemy, Wałęsa nie jest uosobieniem ideału bohatera, bo też nie ma bohaterów nieskazitelnych i nikt nie powinien mieć pretensji, że nie są doskonali. Wałęsa od początku pojawienia się w przestrzeni publicznej sprawiał wrażenie człowieka odważnego. Przemawiał do społeczeństwa w prosty i jasny sposób, jego słowa docierały do wielu ludzi. Wizytówką bohatera jest odwaga, bycie odważnym nie ma nic wspólnego z siłą fizyczną lub intelektualnym sprytem (choć odwaga może z pewnością robić użytek z siły i przebiegłości). Chodzi o wewnętrzny hart ducha, aby robić to, co słuszne, prawdziwe i szlachetne, bez względu na osobiste konsekwencje. Odwagi  nie da się niczym zastąpić, jest najlepszą i najszlachetniejszą ze wszystkich cech, a także niezbywalnym elementem heroizmu w jego najrozmaitszych przejawach.   W przełomowym okresie Polski Lech Wałęsa nie bał się publicznie poruszać tematów, o których można było rozmawiać jedynie w czterech ścianach bez narażania się na konsekwencje.

W przypadku Lecha Wałęsy, jego monumentalna, niekwestionowana nigdzie na świecie rola w likwidacji Żelaznej Kurtyny w Europie uczyniła jego życie i działalność w  Solidarności dająca mu status jako Bohatera Narodowego ! Dziś, we współczesnych dziejach Polski wymazywanie z kart historii Wałęsy za popełnione grzechy młodości i  forsowanie w jego miejsce Lecha Kaczyńskiego nie ma po prostu racji bytu i nie jest to uczciwe.  Lech Kaczyński ma swoje znaczące miejsce w historii i nie ma potrzeby dokładać więcej do biogramu, niż tylko to, co mu się należy.

Jak pokazuje życie istnienie bohaterów nie jest pasmem cnót. Z mojej perspektywy śmiem twierdzić, że Wałęsa będąc wielokrotnie przesłuchiwany przez oficerów SB podpisywał dokumenty, które „daję głowę” jego treści do końca nie czytał. Ot, podpisał, jak wielu innych obywateli, którzy w tym okresie chcieli np. otrzymać paszport na wyjazd za granicę itd, itp…Powstaje tylko pytanie, jaką społeczną, ba narodową szkodliwość miała rzekoma współpraca z SB Wałęsy i jemu podobnych?

Nie tylko Wałęsa, także jak się później okazało dzisiejsi ambasadorowie, naukowcy, artyści, sportowcy również podpisywali lojalki, w przeciwnym razie nie wyjechali by za granicę. Wiem o tym z najpewniejszego źródła, a mianowicie mojego eks małżonka, który zwierzył mi się, że podpisał lojalkę ponieważ zależało mu na paszporcie.  Z powodu ewentualnych konsekwencji nie wrócił do Polski, a Ojczyznę odwiedził dopiero wtedy, kiedy na dobre upadła komuna. Obwiniajmy zatem  tych ludzi, którzy dla robienia kariery politycznej faktycznie współpracowali z SB i szkodzili państwu polskiemu czy konkretnym osobom.  Jeśli jednak szkodliwość społeczna była żadna to tak po chrześcijańsku – dajmy sobie z tym spokój!

Komentarze

komentarzy


Artykuł przeczytało 192 Czytelników
Pin It