Memory culture po polsku

Kulturę pamięci definiuje Wikipedia, jako całokształt sposobów obchodzenia się z przeszłością i historią przez grupy i jednostki. Obejmuje wszelkie formy reprezentacji przeszłości i pamięci, w tym przedstawienia zdarzeń w pamięci zbiorowej, upamiętnianie ich, wkomponowywanie w przestrzeń publiczną i teksty kultury. Kulturę pamięci cechują i stymulują subiektywizm, brak dystansu oraz postrzeganie przeszłości ze współczesnej perspektywy. Naukowo-obiektywny stosunek do historii ma znaczenie drugorzędne.

A jak my – nadwiślańskie orły i sokoły –obchodzimy się z historią? Od dłuższego czasu widzimy, jak w Polsce  jedna partia polityczna zagarnęła sobie prawo do upamiętniania ważnych dat, rocznic w sposób, który w większości polskiego społeczeństwa budzi sprzeciw.

Już dawno zauważono, że w naszej tradycji, do której niewątpliwie należy opętańczy kult męczeństwa i spraw przegranych, z największą atencją obchodzi się rocznice przegranych powstań i klęsk narodowych. O powstaniu wielkopolskim, jedynym, które osiągnęło pozytywny rezultat mówi się (dziś, w wolnej Polsce) mało, jeśli w ogóle. Powstania śląskie też mało kogo interesują. Dlaczego? Ot, zagadka.

Rekonstrukcje historyczne i pikniki o charakterze militarnym są dziś rozrywką historyczną.  W Warszawie jakiś czas temu wisiał baner ze słowem Honor i wizerunkiem żołnierza polskiego z kampanii wrześniowej, tak samo szokujący jak baner na stadionie Legii o niemieckich zbrodniach. Ostatnio na Placu Piłsudskiego w Warszawie odbyła się inscenizacja „Wolność we krwi”, gdzie używano flag i symboli nazistowskich. Zresztą wszystkie te zabawy, rekonstruowanie walk powstańczych, Września 39 roku, bitwy o twierdzę Modlin, Bitwy Warszawskiej, Bitwy pod Grunwaldem, to przecież na wielką skalę prowadzona edukacja militarna. Te skąpane we krwi spektakle – czego mają uczyć, jaką mają wzbudzić refleksje w społeczeństwie żyjącym w czasach pokojowych?

Chciałoby się zapytać, co właściwie robi się w Polsce dla przyszłości, dla pokojowego współistnienia? Przecież w końcu jesteśmy członkiem pokojowego projektu jakim jest Unia Europejska.

A my, zamiast wychowania dla pokoju, demokracji i tolerancji, praktykujemy jako dorośli zabawy małych chłopców w wojnę z patykiem w garści. Machamy tym patykiem i plujemy na wrogów – tych, których już nie ma, i tych, których dziś uważamy za wrogów. Jesteśmy i chcemy być oryginalni, jasne, nikt nam nie będzie mówił kogo możemy opluwać, a kogo nie. I oplujemy wszystkich, bo tak nam się podoba. Na tym polega kultura pamięci a la polonaise.

Zbliża się rocznica Sierpnia 80 roku. Ciekawa jestem, jakich się tym razem doczekamy rewelacji, dotąd ukrywanych przed narodem. Ukrywanych przez wrogów, SB-ków i ich potomków, rzecz jasna. Właśnie się dowiedzieliśmy, że to obecny premier negocjował wejście Polski do Unii. Media pokazały ostatnio legitymację kombatancką pewnego ważnego Pana, który urodził się w roku 1949, a poświadczone obejmowało okres 1945 – 1955. Co dalej?

To oczywiste, nie tylko w Polsce, wszędzie na świecie, ważne wydarzenie z czasem obrasta legendą, spod której tylko z największym trudem daje się zauważyć ledwo co wystający rąbek prawdy historycznej. Zwłaszcza wtedy, gdy wydarzenie jest ważne i na dodatek dobrze o nas świadczy.

Zdarzają się jednak społeczeństwa, które na przekór tej zasadzie budują w ramach własnej historii „czarne” legendy do „białych” wydarzeń i plują na to, z czego pół świata byłoby dumne.

No bo jakże, nikt nam nie będzie mówił czego się mamy uczyć, a czego nie. Nasz klucz zdawania testów z historii musi być inny od innych, inaczej nie czulibyśmy się wolni. Musi być tak oryginalny, żeby żaden jakiś tam metodolog nauk nie potrafił się w nim wyznać i z czasem musiał porzucić hołdowanie obcym, wrogim narodowi wzorom czerpania nauki z historii.

Polski Sierpień był wyjątkiem. Nigdy przedtem, ani nigdy potem nie zdarzyło się, by tak solidarnie w jednym szeregu, stanęli razem robotnicy i inteligencja. I to z pełną świadomością wzajemnej dla siebie wartości. To był w naszej historii krótki moment, ale był!

Tylko że zamiast pomóc nam w wyciąganiu sensownych wniosków na przyszłość, niemal natychmiast obrósł mitologią. Dzisiaj mamy nowych „bohaterów walki o wolną Polskę”.  Pojawili się nieco później, jak zwykle kiedy sprawa została już wygrana, a strojenie się w piórka zwycięzcy niczym nie grozi. Przynajmniej póki co.

Dziś ci wszyscy, którzy wtedy umniejszali osiągnięty sukcesem w imię własnych, małych interesów (okraszonych, jak to zwykle bywa, „ideami”), wyłażą ze szczurzych nor i piszą na nowo historię.

W kraju nie ma jedności narodowej, polska polityka stała się rywalizacją dwóch stron: władzy i opozycji, dwóch stron, które prowadzą walkę totalną, w której nie ma miejsca na indywidualne postawy, na głos odrębny. Polityka polska AD 2018  stała się dwugłosem zantagonizowanych emocjonalności.

Rocznica Sierpnia tuż, tuż. Czy my, Polacy, potrafimy ją godnie uczcić?

A mnie marzy się, byśmy, zamiast świętować obchody Sierpnia 80 w cieniu podziałów, podziękowali tym wszystkim strajkującym stoczniowcom za Sierpień, za nieco lepszy świat, który dzięki nim mamy!

 

 

 

 

Komentarze

komentarzy


Artykuł przeczytało 110 Czytelników
Pin It