O polskie dywagacje

W Opolu nie było mnie od ponad 7 miesięcy. Jak zwykle zawsze ciekawi mnie, co zmieniło się w mieście zwłaszcza po renowacji w centrum miasta i na Placu Teatralnym (teraz Jana Pawła II).  Za każdym razem odkrywam miasto na nowo,  które coraz bardziej pięknieje stolica Polskiej Piosenki. To naprawdę urocze i przyjazne miejsce do życia – powiedziałabym. Zabytkowe i klimatyczne uliczki zachęcają do spacerów, w szybkim tempie poszerza się przestrzeń dla rekreacji i turystyki wzdłuż rzeki Odry i wyspy Bolko. Mieszkańcom miasta stwarza się dogodne warunki do aktywnego trybu życia.  Ponadto dzięki rozbudowie infrastruktury rowerowej zanieczyszczenie powietrza wytwarzane przez cementownie i  zmotoryzowanych się zmniejsza. Tylko tak trzymać!

Jeszcze przed świętami zdążyłam zobaczyć wystawę „Pokolenia” z okazji jubileuszu 60-lecia Liceum Plastycznego w Opolu, na której prezentowane były prace ponad 80 artystów, nauczycieli związanych z opolskim plastyczniakiem. Na wystawie znajduje się też praca w akrylu na papierze fotograficznym „Tunguska” berlińskiego artysty Waldemara Kremsera. Wielu artystów odnosi sukcesy, także za granicą.

Po drodze wstąpiłam do Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach- Opolu, ażeby oglądnąć  autentyczne akwarele autorstwa mjr Rudolfa Fryszowskiego pt. „Za drutami oflagów (1939- 1945.

Odwiedziłam też Muzeum Uniwersytetu Opolskiego, a zwłaszcza portrety, insygnia rektorskie oraz  doktorów honoris causa. W krótkim czasie udało się co nieco nacieszyć polskością, towarzyszące mi emocje w pełni zaspokoiły potrzebę przeżyć kulturalnych  na Ojczystej Ziemi.

Lubię żyć historią miasta i łazikować po opolskich instytucjach kulturalnych, systematycznie obserwują informacje zamieszczane na stronach internetowych, jak: Opolska Filharmonia, Teatr im. Jana Kochanowskiego, Galeria BWA czy Muzeum Śląska Opolskiego oraz kina Solaris. Miasto ma wiele do zaoferowania, na podstawie wydawanego biuletynu każdy znajdzie dla siebie coś interesującego do przeżycia.

W Opolu zastał mnie strajk nauczycieli, właściwie całe miasto żyło tym niecodziennym wydarzeniem. Szkoły, przedszkola pozamykane. Widok rodziców prowadzących dzieci za rączkę  do pracy czy wysiadującą młodzież na skwerach,  schodach zaświadczał, iż w środowisku nauczycielskim  dzieje się źle. Sporo nagromadziło się sporo gniewu, panująca w szkołach podczas strajku cisza kojarzy się raczej z feriami, nigdy w środku roku szkolnego. Ileż musiało być desperacji nim doszło do tak drastycznych kroków. I nie dziwota, że nauczyciele postanowili upomnieć się o godne życie. Również i ja wywodzę się z tego środowiska,  przepracowałam 25 lat jako dyplomowana nauczycielka. Zarobki już na starcie były niskie, ażeby doczekać się podwyżki trzeba było czekać dwa lata . Tak było w przeszłości i tak pozostało do dnia dzisiejszego. A przecież wszyscy powinni profitować z wpływów państwowej kasy, która – zdaniem premiera Mazowieckiego- jest w doskonałej kondycji.  Praca z dziećmi, młodzieżą dawała mi wielką satysfakcję, ale była też bardzo wycieńczająca umysłowo i fizycznie. Pisanie konspektów, przygotowanie się do zajęć czy lekcji – to dodatkowa praca domowa  każdego nauczyciela kosztem  własnej rodziny.

Spojrzawszy na aktualną tabelę wynagrodzeń dla nauczycieli nie dowierzałam własnym oczom, jak mało zarabiają nauczyciele w czasach postępującej drożyzny. Gwoździem do trumny była niefortunna  też deklaracja Kaczyńskiego o wsparciu finansowym dla rolników hodujących krowy i świnie. Dlaczego nie ma pieniędzy dla elit, które kształcą przyszłe pokolenie?

W tym strajku –  jak się dowiedziałam –  chodziło nie tylko o pieniądze. Reforma w wydaniu minister Zalewskiej była fatalnie przygotowana, spowodowała chaos –  takie są opinie czynnych zawodowo nauczycieli, więc o tym piszę.

I na koniec wywodów z podróży do Polski. W obliczu strajków i niezadowolenia  części społeczeństwa odnosi się wrażenie, że nie prowadzi się w Polsce otwartej debaty na linii rząd- obywatel czy grupa zawodowa. Może ze sobą rozmawiają, ale bez obecności ekspertów  zarówno po jednej, jak i drugiej stronie.  Ze zbiorowego  sporu nic konkretnego nie wyniknie, jeśli racje nie będą poważnie argumentowane. Po prostu w dzisiejszej Polsce nie ma wypracowanej kultury sporu czy dialogu,  za dużo jest polemiki za mało rzeczowości!

Komentarze

komentarzy


Artykuł przeczytało 248 Czytelników
Pin It