Francja. Polski hydraulik niepożądany

Temat polskiego hydraulika we Francji znów wrócił do polityki i do mediów. Duży reportaż w głównym wydaniu wiadomości na kanale France 2, artykuły w prasie lokalnej i krajowej. Wszędzie mówi się o pracownikach ze wschodu i pokazuje Polaków jako zagrożenie dla francuskiej ekonomii. W dobie kryzysu rząd francuski szuka winnych swoich problemów ekonomicznych. Przypomina to «polowanie na czarownice» ze wschodu. Polacy są na pierwszym miejscu tego polowania.

Podejrzany podwykonawca ze wschodu

Polska firma wysyłająca pracowników do Francji zachowuje prawo do płacenia składek socjalnych i podatku w Polsce. Ze względu na stosunkowo tańsze i mniejsze koszty utrzymania takiego pracownika korzysta z tego wiele polskich firm działających na zachodzie. Polski pracownik wysłany za granicę do pracy otrzymuje najniższe wynagrodzenie w kraju delegowania. We Francji jest to tzw. SMIC (czyt. smik) czyli ok. 1430 euro netto miesięcznie. Otwarta furtka wolnego rynku w wolnej Europie nie czekała długo. W ramach podwykonawstwa firmy zaczęły szukać kontrahentów za granicą w obrębie UE. Sytuacja ta obwarowana we Francji nie lada wymaganiami i procedurami stała się od kilku lat naturalną praktyką. Doprowadził do niej nie tylko wolny rynek i konkurencyjne ceny podwykonawców, ale również potrzeba wykwalifikowanej siły roboczej, której we Francji brakuje. W taki sposób na francuskim rynku znalazł się osławiony polski hydraulik. Dla jednych szczęście, a dla innych udręka.

Le Parisien pisze o 300 tyś. nielegalnych pracowników ze wschodu zalewających Francję. Nazywa się ich pracownikami «low-cost», czyli najtańszą z «opcji». Dotyczy to głównie sektora budowlanego. Jest to o 15 proc. więcej niż w ubiegłym roku. Wskazuje się, że są to głównie Rumuni i Polacy, ale też wśród nich wylicza się Portugalczyków i Hiszpanów, których kryzys u siebie nie ominął.

Na kłopoty Polak złoty

W reportażu, jaki wyemitowano we francuskich wiadomościach (kanał France 2) w krzywym i karykaturalnym zwierciadle pokazano polskich pracowników. Wszyscy oni, gdyby podążać za tokiem myślenia dziennikarzy, zabierają miejsca pracy francuzom i rujnują francuską gospodarkę. Wykorzystują francuski system do nadużyć i generalnie należy się ich bać. Zmasowane artykuły pojawiły się w gazetach i w Internecie. Wszędzie pokazuję się Polaków, jako niewdzięczny produkt Europy, który zamiast zostać w swoim kraju zalewa Francję. Zarabia poniżej najniższej krajowej, pracuje ponad 35 godzin w tygodniu, żyje w opłakanych warunkach, nie mówi po francusku i w dodatku w kontekście prawa europejskiego ta sytuacja jest całkiem legalna.

Tak pokazany obrazek prowokuje myślenie o Polsce, jako o kraju tanich kombinatorów. W reportażu i w prasie nie mówi się o Polakach posiadających dzisiaj własną działalność gospodarczą, o tych pracujących od wielu lat i płacących we Francji podatki, o obecnym silnie na polskim rynku kapitale francuskim – bankach, supermarketach, dużych firmach i konsorcjach. Dyskusja wywołana reportażem nie gaśnie. Na znak protestu na tak przedstawiony wizerunek polskiego pracownika i stereotypy, jakie utwierdza w świadomości Francuzów, Ambasador Polski we Francji Tomasz Orłowski wystosował oficjalny list. Otrzymał go Minister odpowiedzialny za sprawy europejskie, Dyrektor Generalny ds. informacji we francuskiej telewizji i sam szef kanału publicznego TV France 2.

Jak podkreślił Ambasador, ta stworzona sztucznie negatywna, nieprawdziwa debata nie służy ani Polsce ani Francji. Jest wyrazem ksenofobii i braku dziennikarskiej rzetelności informacji.

Szukanie winnych problemów ekonomicznym i wzrastającego we Francji bezrobocia wśród Polaków nie rozwiąże globalnych problemów gospodarczych w Europie, a może jedynie zaostrzyć kreowanie negatywnego wizerunku polskiego emigranta.

Francuskie problemy od kuchni

Jak podaje francuski instytut badań INSEE ponad 3 miliony ludzi jest we Francji oficjalnie bez pracy. Bezrobocie rośnie z miesiąca na miesiąc i zwiększa się wśród młodych, którzy opuszczają szkoły. W ciągu trzech ostatnich miesięcy zlikwidowano ponad 50 tyś. miejsc pracy. Sytuacja ta jest dla francuskiego rządu katastrofalna, ale zamiast szukania konkretnych i szybkich rozwiązań szuka się tematów zastępczych lub winnych tego stanu rzeczy.

Trudno oprzeć się więc wrażeniu, że w tym kontekście słynny polski hydraulik i jego «popularność» we Francji, to najlepszy kozioł ofiarny jakim można się posłużyć.

Zastanawiające jest jednak, że ten sam hydraulik, malarz, cieśla czy murarz przez ostatnie lata «budował Francję», remontował francuskie domy, był podwykonawcą dużych francuskich inwestycji czy uczestnikiem w przetargach publicznych. Francja «się budowała», więc potrzebowała obecności «taniego» Polaka. Wynika to też z innego problemu, o jakim nie mówi się we Francji głośno, ponieważ jest to problem «wewnętrzny». Chodzi tutaj o brak siły roboczej wśród samych Francuzów, którzy nie są zainteresowani stanowiskami pracy, które w języku codziennym nazywa się «travail pénible», czyli praca uciążliwa, nieprzyjemna, trudna i męcząca. O takiego typu pracy Francuzi mówią myśląc m.in. o sektorze budowlanym. Ilu z młodych Francuzów chce tak dzisiaj pracować? Na forum francuskojęzycznej wersji portalu Yahoo tak jeden z internautów napisał: «uciążliwa praca to taka, która nie daje ci przyjemności np. praca takiego murarza, który ciągle robi to samo, ma straszne godziny pracy, wstaje wcześnie rano i bardzo mało zarabia…». Taka wypowiedź charakteryzuje powszechne we Francji podejście młodych do pracy w zawodach związanych z sektorem budowlanym. Naturalnie nie mówimy tutaj o inżynierach, dyrektorach czy korpusie administracyjnym. To zupełnie inna historia i skala tego typu działalności nijak się ma do potrzeb rynku.

Francuski plan walki z nielegalną pracą

Patrick Liébus, Prezydent Konfederacji Rzemieślników i Małych Przedsiębiorstw Budowlanych tak mówi o polskich pracownikach: «pracują za 5 do 7 euro za godzinę, bez zachowywania norm bezpieczeństwa, bez przyzwoitych warunków do życia, bez zabezpieczeń. Jest to powrót eksploatacji człowieka przez człowieka».

To mocne słowa. Powstaje pytanie, na jakiej podstawie powstają takie sformułowania? Polacy pracują we Francji zgodnie z przepisami i z wymaganiami za min. 9,40 euro/godzinę czyli tak jak każdy inny Francuz. Tak wymagają przepisy i takie stawki muszą stosować agencje pracy tymczasowej. Weryfikują to francuskie inspekcje pracy. Może więc należy jak w każdym kraju, czy to we Francji czy w Polsce, ścigać nieprawidłowości opierając się na konkretnych przypadkach zamiast mówienia «Polacy» i obarczania ich błędami innych?

O tym, że reportaż o polskich hydraulikach to dziennikarska sztuczka polityczna świadczy fakt, że wyemitowano go dokładnie tego dnia, kiedy premier powołał do życia specjalną komisję ds. zwalczania nielegalnej pracy. W ten sposób potwierdził zobowiązanie rządu do intensyfikacji walki z nielegalną pracą we wszystkich jej formach. Został opracowany nowy plan walki z nielegalną pracą na najbliższe trzy lata. Dyspozycja zostanie skierowana priorytetowo na zwalczanie zorganizowanych oszustw, które rozwijają się, w oparciu o skomplikowane organizacje, w których działają liczni uczestnicy na szczeblu międzynarodowym. Oznacza to wzmożone i często nieuzasadnione kontrole francuskiej Inspekcji Pracy oraz żandarmerii. Interpretowanie przepisów w sposób pozwalający kwestionować działalność polskich podwykonawców. Dążenie do opodatkowanie we Francji. Mówiąc krótko oznacza to dla polskich firm poczucie niepewności i strachu. Jak zareaguje francuski rynek, gdy zabraknie na nim dobrych pracowników? Kto na tym straci, a kto zyska? Odpowiedź przyniosą już kolejne miesiące, gdy inspekcje pracy i inne urzędy ruszą w teren na łowy.

Komentarze

komentarzy


Artykuł przeczytało 905 Czytelników
Pin It