Morawiecki w Körber Institut w Berlinie

Mateusz Morawiecki – premier Rady Ministrów przybył 16 lutego 2018 roku do Berlina, podobnie jak dwa lata wcześniej ówczesna premier Polski, Beata Szydło – na zaproszenie Körber Stiftung. Morawiecki wygłosił 45-minutowe przemówienie, w którym uzasadniał licznie zgromadzonej publiczności konieczność prowadzenia walki o polską prawdę historyczną. W przemówieniu Morawiecki wielokrotnie informował zebranych, że „nie było polskiego gestapo, polskiego SS ani polskich obozów śmierci”. Dodał też, że w czasie antysemickiej nagonki w 1968 roku Polska nie istniała, a zamiast niej był reżim komunistyczny. Przedstawił też wizję Europy, która potrzebuje więcej solidarności i demokracji, musi być silniejsza, mądrzejsza, bezpieczniejsza i bardziej sprawiedliwa, nawołując do odbudowy zaufania do Europy i nowego przywództwa.

Morawiecki  mówił też  o wspólnych europejskich wartościach. „Lepiej być razem, by lepiej zwalczać nierówności i niesprawiedliwości, które powodują napięcia i konflikty społeczne”. Zdaniem Morawieckiego rząd ma służyć społeczeństwu i dbać o demokratyczny dostęp do dóbr, zwłaszcza dla klasy najniższej i  średniej. Oderwanie się elit od zwykłych obywateli to jedna z przyczyn napięć w wielu krajach. Szczególnie odczuwalne było to w Polsce, dlatego obecny obóz polityczny próbuje te problemy naprawić. Obywatele potrzebują nowego, sprawiedliwego ładu, a do tego – jak stwierdził – potrzebne są nowe mechanizmy rządzenia.

Morawiecki poruszył też kwestie ochrony granic, bezpieczeństwa narodowego, polityki imigracyjna i stosunku Niemiec do Nord Stream 2.

Polskie tematy w ustach premiera Morawieckiego brzmiały niczym szkolna lekcja historii, ale  lekcja według nowej obowiązującej w Polsce narracji. Z niektórymi stwierdzeniami, które po prostu przeczą faktom, naprawdę trudno mi się zgodzić. Wiem, co mówię, bo sama to widziałam. Żyję w końcu na tym świecie kilkadziesiąt lat, przeżyłam komunę, stan wojenny, Solidarność, rządy Mazowieckiego i Millera, wejście Polski do Unii. Nie stałam z boku, wielokrotnie uczestniczyłam  i nadal uczestniczę aktywnie w życiu społecznym tak w Polsce, jak  w kraju emigracji.

Premier Morawiecki w swoim wystąpieniu obarczał Zachód winą za wyprzedanie majątku narodowego w okresie transformacji ustrojowej. Z Polski, jak określił premier – uczyniono w ostatnim ćwierćwieczu  kolonię zagranicznego kapitału, a polskie rządy zafundowały Polakom niewolę ekonomiczną. Pan premier zapomniał jednak o pewnym szczególe – że w tym czasie to Polska, polskie miasta i gminy zabiegały o inwestorów zagranicznych. Skąd to wiem? Z autopsji! Uczestniczyłam w organizowanym z funduszy UE projekcie wdrażania europejskich norm życia społeczno politycznego w wybranych miastach polskich. A był to czas, gdy miasta, aby podreperować pustą kasę wyprzedawały majątek komunalny. Owszem mieszkania i domy sprzedawano je Polakom – jeśli tylko ktoś miał trochę grosza, to mógł tanio wykupić nieruchomości. Ale już zakłady państwowe sprzedawano najczęściej inwestorom zagranicznym, ponieważ nie było pieniędzy na ich modernizację.

Parę lat temu wielokrotnie brałam udział w Światowym Forum Dziennikarzy Polonijnych. Zaproszeni goście co roku odwiedzali kolejne regiony Polski, by później za pośrednictwem mediów polonijnych promować je na całym świecie. Promować? Najczęściej chodziło o poszukiwanie inwestorów, do których rozsyłano oferty inwestycyjne.

To, co dzisiaj premier ogłasza światu, ubolewając, ile to Polska straciła, pozwalając Zachodowi wykupywać majątek narodowy, jest więc po prostu nieprawdą. Pan Premier zapomniał najwyraźniej, albo nie wiedział, że w tym czasie było to jedyne rozwiązanie dla firm i przedsiębiorstw, bo państwa nie było stać na wykup technologii i licencji. Trzymajmy się zatem faktów!

Równą bzdurą jest twierdzenie, że rzekomo państwo polskie nie istniało w 1968 roku, bo był to  reżim komunistyczny. O tym, jak wyglądała rzeczywistość polska powinni się być może wypowiadać historycy, naukowcy,  ale na pewno możemy coś na ten temat powiedzieć my – ludzie, którzy w tym czasie żyli i pracowali w Polsce. I wara politykom od naszego życia. Koniec. Kropka.

Kolejna sprawa – ów nieszczęsny termin „polskie obozy koncentracyjne”, co ostatnio stało się tematem debaty publicznej. Ambasada RP w Berlinie odnotowywała ponoć 300 wypadków zastosowania niewłaściwej terminologii w niemieckich mediach. To przez tę niemiecką praktykę Polska po prostu musiała zareagować i podjęła decyzję o kontrowersyjnym znowelizowaniu ustawy IPN.

Mieszkam w Niemczech od 28 lat, spotykałam się niekiedy z przypadkami zakłamywania historii Polski, od Niemców zawsze jednak słyszałam, że istniał Konzentrationslager Auschwitz, i nikt nigdy nie mówił o żadnych polskich obozach koncentracyjnych. Ażeby się upewnić, ile w tym stwierdzeniu jest prawdy, zwróciłam się z pytaniem do byłej sekretarki  ambasadora, która często musiała pisać sprostowania w sprawie nieprawdziwych i krzywdzących opinii o Polsce i Polakach w mediach niemieckich. Na moje pytanie, jak często musiała reagować na termin „polskie obozy koncentracyjne”, odpowiedziała, że nie było takiego przypadku. Ciekawe, ile prawdy jest więc w stwierdzeniu premiera?

O sprawach Polonii niemieckiej nie było ani słowa, ale cóż się dziwić, skoro podczas wizyt państwowych nie ma zwyczaju zapraszać przedstawiciela Polonii, jak to praktykują Turcy i jak się w końcu zaprasza mniejszość niemiecką w Polsce na spotkania z odwiedzającymi nasz kraj politykami niemieckimi. Prestiż Polonii w Niemczech mógłby być znacznie większy, gdyby na najwyższym szczeblu słuchano jej głosu. Póki co Polonia  niemiecka dla rządzących w kraju to jeszcze jeden element kampanii propagandowych, nasze istotne sprawy musimy sami brać w swoje ręce.

Premier nie pokazał w Berlinie sympatycznej twarzy. Rozumiem, że każda władza potrzebuje akceptacji społecznej, narracji, z która utożsamiają się ich wyborcy, jeśli jednak politycy zamiast zarządzaniem państwem zajmują się historią, to warto, by najpierw zapoznali się z faktami i zasięgnęli informacji u historyków z prawdziwego zdarzenia. W przeciwnym wypadku narażamy się na blamaż i nieporozumienia, które wywołują konflikty nie tylko w kraju, ale także za granicą. Fakty mówią same za siebie, a ich interpretacji nie należy używać w grach politycznych. Trzymajmy się zatem faktów, bo historia to nie widzimisię lecz również to, o czym wiedzą świadkowie czasu. Historia to światło prawdy, życie pamięci i zwiastun przyszłości!

Komentarze

komentarzy


Artykuł przeczytało 256 Czytelników
Pin It