To i owo, tu i tam!

No cóż, życie przerosło kabaret, „fatalnie się stało – śpiewał Tadeusz Ross – bo co  wart jest kabaret, który nie sięga ostrzem w codzienność”?

Powszechnie wiadomo, że tekściarze kabaretowi czerpią inspiracje z życia polityków, celebrytów i właściwie to nic specjalnie nadzwyczajnego ani dla śmiejących się, ani dla ośmieszanych. Ludzie podśmiewują się z wpadek władzy, partyjniaków, ale w odczuciu „niektórych” takie medialne ośmieszanie powoduje podkopywanie ich „boskiego” autorytetu. W zasadzie rządzący czy osoba publiczna powinna mieć satyrę głęboko „gdzieś”, i  nie przejmować się, ale oczywiście zdrową reakcją jest też refleksja i zastanowienie. To zawsze lepsze niż obrażanie się, a przemyślenia mogą i władzy, i prostemu człowiekowi tylko na dobre wyjść, jeśli pomogą wyeliminować głupotę ze myśli, mowy i uczynku. Kanclerz Merkel na satyrę nie reaguje wcale, a nawet czasem się sama z niej śmieje, prasa nie robi szumu, ani też wielkiego larum.

A tymczasem o  piosence „Twój ból jest lepszy niż mój” mówi dzisiaj cała Polska. To nie jest prześmiewanie, a politycznie zaangażowany protest song, w którym artysta krytykuje sobiepańskie zachowanie Jarosława Kaczyńskiego w czasach pandemii odwiedzającego groby swoich bliskich na cmentarzu powązkowskim. Przekaz dla każdego był jasny, łatwy do zrozumienia przez wszystkich. Nekropolia z powodu pandemii koronowirusa zamknięta, nikomu nie wolno było odwiedzić grobów, a  Prezesowi, jak wszyscy wiemy, wolno było!

Jarosławowi Kaczyńskiemu de facto wolno wszystko i wszystko zawsze uchodzi mu na sucho. Przypomniałam sobie parę przypadków, jak choćby słynne wystąpienie w  Sejmie. Po prostu, wszedł na mównicę bez żadnego trybu, po to, żeby obrazić posłów, wyzywając ich od kanalii i zdradzieckich mord. Nigdy też nie przeprosił ani posłów, ani nas, obywateli, za te haniebne słowa, nawet po okresie opamiętania się.

Drugie, co mi utkwiło w pamięci to  dziwactwa prezesa, jakiego świat nie widział, odnośnie miesięcznic smoleńskich. Celebrowanie żałoby każdego 10 dnia miesiąca na koszt państwa to demonstracja samowolki prezesa. Ile to lat trwało, szkoda gadać!

Dwukrotnie miałam okazję bliższego poznania pana Kaczyńskiego  podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy, gdzie uczestniczyłam w panelach dyskusyjnych z udziałem prezesa PISu. Co zauważyłam to to, że uprawia monologowanie, unika prowadzenia dialogu i niechętnie dopuszcza zadawanie pytań. Jeśli komuś z publiczności udało się jednak zadać pytanie, odpowiadał lakonicznie, nie rozwijając tematu, mieszał wątki, kończył nijak i opuszczał trybunę. Natomiast jeśli sam mówi, daje popis erudycji. Mowy Kaczyńskiego kojarzyły mi się  z tuwimowskim wierszem „Dyzio marzyciel”, bo to co mówił o sprawiedliwości i wizji Polski w dzisiejszych czasach było – moim zdaniem –  czystą utopią. Od kiedy to partia ma za zadanie wyręczać organy państwa w zakresie zapewniania prawa i sprawiedliwości? Przecież to nielogiczne.

W Krynicy na Deptaku pan Kaczyński zawsze otoczony był wianuszkiem ludzi z kręgów rządowych, którzy godnie kroczyli obok szefa. Bawił widok polityków wyższej rangi, jak premier czy marszałek Senatu, podążających obok Księcia Pana w charakterze przybocznych.

 

Czas koronowirusa zaczyna powoli doskwierać, fajnie było na początku pobyć sam na sam ze sobą w  domu, zrobić zaległe generalne porządki, poczytać książki i raz czy drugi iść na samotny spacer lub przejażdżkę rowerową. Na krótką metę spowolnienie tempa życia było nawet dobre dla organizmu. Okazuje się jednak, że człowiek przyzwyczajony do dynamicznego rytmu, odczuwa niedosyt, brak mu przyzwyczajeń i potrzeb, podróżowania, wyjścia do kina, na koncert czy spotkanie towarzyskie. Póki co nie zapowiada się, że w tym roku będzie można zażywać swobody wyjazdów do rodziny czy na urlop. Obym się myliła.

Pandemia dla nikogo nie była czasem przyjemnym, dla niektórych okazała się nawet dramatyczna w skutkach. Nie znam przypadku śmiertelnego z mojego środowiska, tylko jedna osoba, bardzo mi bliska zaraziła się, co na szczęście skończyło się dobrze. W tym wypadku „dobrze” znaczy, że nie zmarła. Dochodzenie do zdrowia po siedmiotygodniowej izolacji  to droga bardzo daleka, wycieńczony organizm pada ze zmęczenia już po kilkuminutowym spacerze. Można sobie tylko wyobrazić spustoszenie w organizmie po przebyciu koronowirusa.

Wielu ludzi, jak sygnalizuje mi najbliższa rodzina z Polski, zagrożonych zostało utratą pracy, etaty zostały zredukowane, umów nie przedłużono, poskracono czas pracy. Drobni przedsiębiorcy nie otrzymali od państwa pomocy finansowej, pomimo iż zakazano działalności, fryzjerzy, studia fitnessu kawiarenki nie przetrwają tych kilku tygodni czy miesięcy bez zarobku.

W Opolu aktorka Teatru im. Jana Kochanowskiego, Grażyna Misiorowska, po 30 latach pracy otrzymała wypowiedzenie w okresie pandemii z jednoczesnym nakazem opuszczenia mieszkania służbowego. Grażyna była moją wychowanką, gdy jeszcze pracowałam w Opolu. Ilekroć jestem w Opolu zawsze uczestniczę w  spektaklu, w którym grają moi zaprzyjaźnieni aktorzy. Obecnie nie ma ich w teatrze, zostali zwolnieni przez dyrektora, który wyrzucił na bruk całą „starą kadrę”. Ostała się jedynie Misiorowska, a teraz, nieco później, i ona podzieliła los kolegów i koleżanek.

Na wieść o zwolnieniu, o czym dowiedziałam się z facebooka, zareagowałam pisząc maile do marszałka Województwa Opolskiego, dyrektora Teatru i ministra Kultury.

Szanowny Panie ministrze, niniejszym cytuję wpisy na facebooku dot. zwolnienia aktorki Teatru im. Jana Kochanowskiego, Grażyny Misiorowskiej. Wiadomość o zwolnieniu zbulwersowała mnie do tego stopnia, że postanowiałam zareagować i napisać Panu ministrowi, jaka jest sytuacja panująca w opolskim Teatrze. Pani Misiorowska to moja opolska wychowanka z czasów mojej pracy dydaktycznej, to aktorka, która nie szukała miejsca pracy po całej Polsce, a pozostała wierna swojemu miastu – Opolu. Lokalna patriotka – tak bym to podsumowała. Zapewne miała do czynienia z wieloma dyrektorami różnych opcji politycznych i skoro do tej pory nieprzerwanie pracowała w Teatrze, to wydała o sobie najlepsze świadectwo, jako prawy człowiek. Mam nadzieję, że interwencja Pana ministra w tej sprawie zaowocuje pomyślnym rozwiązaniem konfliktu na korzyść pokrzywdzonej aktorki.

 

Wpisy na facebooku…

Misiora!
Nie nigdy!
Nie możesz odejść!
Co się dzieje z kulturą opolską!?
Muzeum – wstyd tragiczny!
Teatr – wstyd dramatyczny!
Do kogo można się odwołać?

Do nikogo.

Jak to?

Nie zgadzam się z tą decyzją. Bardzo cenię Grażynkę. Uwielbiam słuchać Jej opowieści i nie wyobrażam sobie naszego Teatru bez tak znakomitej i różnorodnej AKTORKI. Serdecznie pozdrawiam i całuję

Jestem zły i wkurzony. Najlepsi na bruk. Ten kraj idzie na dno.

jak łatwo przychodzi niszczenie ludzi…
Coraz mniej rozumiem…
O co wam, władzo wszelaka, chodzi?

Takiemu dyrektorowi urzędnicy po raz drugi oddali teatr i losy aktorów. Pretensje do marszłlka powinno się zgłaszać. Wiedzieli, co to za typ.

Dobra zmiana w Teatrze. To nie pierwsza osoba znacząca wylatuje. Straciliśmy kilku świetnych aktorów. 🙁 Przykre

Skandal! Grażyna Misiorowska jest z krwi i kości opolanką, opolską aktorką, kto ważył się na akt przemocy wobec artystki, która jest od początku kariery artystycznej związana z Teatrem Jana Kochanowskiego w Opolu? Ciekawi mnie reakcja zespołu aktorskiego Teatru?

To nie pierwszy i nie ostatni taki wybryk Pana, który uważa się za „świetnego dyrektora” teatru Kochanowskiego… niszczy, depcze wizerunek wielu wspaniałych artystów i nikt z tym nic nie robi…. To jest przykre i smutne… Może czas na zmiany?

 zespół jest zastraszony. A obecny dyr nie liczy się z nikim.

bo mu się pozwala… poza tym mobbing jest przestępstwem

Ku memu zaskoczeniu po miesiącu otrzymałam odpowiedzi od zarówno od marszałka, jak też  z ministerstwa. Z jednej strony ucieszyło mnie, że moja interwencja nie została zignorowana. Z drugiej jednak strony były to odpowiedzi „spychologiczne”, respondenci zapewniali, że nie mogą i nie ingerują w kompetencje i decyzje dyrektora. Jednym słowem dyrektor ma władzę absolutną. W dzisiejszych czasach oznacza to, że aktorka musi bronić swojej racji przez Sąd Pracy. Ponoć ma dojść do spotkania obu skonfliktowanych stron dzięki interwencji marszałka, który podjął się negocjacji pod naciskiem protestów ze strony mediów i mieszkańców Opola, miłośników teatru.

Z niecierpliwością czekam na rezultat mediacji pomiędzy oboma zwaśnionymi stronami, w nadziei na pomyślny finał dla aktorki Grażyny Misiorowskiej.

Trzymam kciuki!

Komentarze

komentarzy


Artykuł przeczytało 102 Czytelników
Pin It