Cicha nadzieja


Do rodzinnego miasta wybrałam sie po niemal rocznej nieobecności. Jak zwykle
wezbrała tęsknota za tym, co bliskie, za kinem, nowościami książkowymi, prasą, sprawunkami, pogaduszkami z rodakami; w przypływie sentymentu nawet sprawy w urzędach nie straszne.
Rodzinka ucieszyła się, ma sie rozumieć, choć czasu na wspólne zajęcia bywało nie za wiele. Dzieci i wnuki pracują do późnego popołudnia. Tak nawet już wnuki. Nasza rodzina to ludzie nieustannie pracujący. W każdym pokoleniu tak było. Pracowałam ja, matka-pedagog, pracował ojciec elektryk, pracowali i nadal pracują synowie w branży samochodowej i budowanej. Wnuki, dziewczyna – asystentka w gabinecie lekarskim,
chłopaki – ajent ubezpieczeniowy i drugi, po kądzieli – mechanik samochodowy.

Wykonywaliśmy i wykonujemy zawody nie gwarantujące niestety życia na poziomie marzeń i ambicji. Od trzech pokoleń tak samo, zero luksusów i zawsze trzeba oszczędzać, aż do obrzydzenia. Obracanie każdej złotówki trzy razy, żeby starczyło na to, tamto, owamto, to dodatkowy wysiłek intelektualny!
Nigdy nie byliśmy zamożni, z naszej pracy i zarobków właściwie się wegetowało, żyliśmy od pierwszego do pierwszego, tak samo jak większość uczciwie pracujących Polaków. Czasem zastanawialiśmy się, dlaczego nie mamy smykałki do interesów, ba nawet próbowaliśmy, ale zawsze wychodziliśmy, jak Zabłocki na mydle, więc daliśmy sobie spokój z biznesem.

Kilka lat temu synowi trafił się los szczęścia, nadarzyła się okazja by kupić warsztat samochodowy, który przedtem wynajmował. Właściciel widząc pracowitość syna zaproponował kupno, co oznaczało oczywiście wysokie raty kredytowe. Syn haruje w pocie czoła całymi dniami, aby się utrzymać na powierzchni. A wydatki związane z działalnością warsztatu coraz to wzrastają. Tyle, że kogo to interesuje, jak sobie radzą młodzi przedsiębiorcy? Ulgi? Zapomnij, nie dla psa kiełbasa!

Trzeba zarabiać i oddawać pieniądze ZUSowi, ubezpieczalni, wydziałowi finansowemu i jeszcze wielu innym, które w niczym nie pomagają, a biorą bo takie sa przepisy, że brać mogę i muszą. Nie ma zmiłuj się, jeśli zachoruje, nikogo to nie obchodzi, że się nie zarabia. Płacić trzeba, inaczej ponaglenia, kary, odsetki i komornik pod drzwiami.
Moje dzieci nie interesują się polityką sensu stricto, nie dyskutują, w domu więc – na szczęście – nie ma politykowania. Kiedy wracają z pracy, chcą tylko jednego – odpocząć fizycznie i umysłowo.
To jeden z synśw, ten, kt’ory został w Opolu. Drugi wyemigrował, wielokrotnie o tym pisałam. Kupił mieszkanie na kredyt frankowy, tyrał po 10 godzin dziennie, by utrzymać rodzinę i spłacać kredyt. Za granicą jest mu łatwiej, w Polsce nie miałby szans, wciąż żyłby z pętlą na szyi.

Dzieci regenerują się słuchając muzyki, chodzą na koncerty i do kina, uprawiają piesze wędrówki. Z uczciwej pracy dorobili się używanych aut i to jest jedyny majątek, jaki posiadają. Nie mają złota, dewiz, urlopów w Grecji, Włoszech, Hiszpanii. Żeby nikomu nie było smutno podczas lektury tego tekstu, dodam, że nikt z tego powodu jest nieszczęśliwy. O dziwo, moje dzieci zarażają optymizmem i humorem, nie ma w nich nawet cienia zazdrości w stosunku do tych, co mają miliony, posiadłości.

Najważniejszy dla nich jest komfort psychiczny i poczucie, że wszystko zawdzięczają sobie, bo państwo im w niczym nie pomogło, wręcz odwrotnie. Ludzi pracy traktuje się, w Polsce na pewno, ale po prawdzie to chyba wszędzie, jak krowę dojną. Tylko w Polsce jest to bardziej brutalne i wyraźniej widoczne. Ciągłe podwyżki w galopującym tempie, jedna za drugą i nie ma już żadnej sfery, gdzie by coś potaniało. Rząd pęka z dumy, że zasoby pieniężne rosną, nie przyznając się, jak cwanie zabiera się pieniądze zwykłym zjadaczom chleba.

To my płacimy to nieszczęsne 500+, które pozwoliły PiS przejąć władzę. Płacimy na każdym kroku, w aptece, na poczcie, w sklepie spożywczym, odzieżowym, zielarskim, rehabilitacyjnym, chemicznym, u fryzjera, kosmetyczki czy krawcowej. Toż  podrożało od poprzedniego roku o 50 %. Gdy starszy pan zapytał w aptece, dlaczego jakiś lek kosztuje 33, a gdzie indziej tylko 18 złotych, usłyszał, że ma tam kupować, gdzie taniej.
Arogancję tych, którym jakoś się wiedzie w stosunku do tych, którzy są biedni, starzy, chorzy i nie mogą już biec po dobra i dobrobyt, czuje się na każdym kroku. Nawet jeśli jest to tak jak tu, w tej aptece, w gruncie rzeczy niewielka różnica, ale jest i nikt nie pozwoli o niej zapomnieć. Tu nic się nie zmieniło, choć to ich głosu miał wysłuchać rząd. Nikt nie zwraca uwagi na lekceważenie człowieka starego, jak by to była normalność.

W Opolu właściwie nic się nie zmieniło, przybyło wiele nowych lokali w miejsce tych, które zostały zlikwidowane, bo ich właściciele nie wytrzymali nacisku. W centrum miasta, jakbyśmy byli wielkim city, brak sklepów spożywczych, trzeba się naszukać, żeby w bocznych ulicach znaleźć małe sklepiki, ale tam z kolei nie wszystko można kupić. Może i dobrze z jednej strony, bo trzeba się więcej ruszać…

Spotkałam wielu dawnych znajomych, każdy odmieniony, zatroskany złymi nastrojami panującymi w podzielonym społeczeństwie. Po raz pierwszy wyczuwałam lęk przed otwartością, ludzie już nie mówią. Co myślą, boją się agresji. Wkażdej chwili ktoś ci może język przyciąć, niezależnie od tego czy ujawnisz sympatie partyjno-rządowe czy opozycyjne. Ludzie więc zamykają się w sobie, nie mówią, nie wiadomo, czy popierają protesty w sprawie sądów i Trybunału, wolą unikać tematów politycznych. W przestrzeni publicznej ludzie milczą więc, a w mediach leją się strumienie nienawiści. Zdawałoby się, że zwykły człowiek tego nie chce, nie akceptuje tej mowy, ale się nią przecież posługuje.
W opolskim biurze PO jakiś szaleniec wykrzykiwał groźby pod adresem pracowników biura z nożem w ręku. Zaślepienie partyjne zaczyna być niebezpieczne, politycy zniewalają umysły obywateli. Nie jestes pro PIS to jesteś wrogiem Ojczyzny, zdrajcą, kanalią, lewakiem. Nie możesz być neutralny, nieważne są wartości etyczno- moralne, które uległy całkowitej dewaluacji. Masz być pro…

Jak więc mają żyć ci, którzy są apolityczni, pracują i najzwyczajniej chcą żyć własnym życiem? To przecież wielki kapitał moralny narodu. Widzę, jak powoli uświadamiają sobie, że nie da się być apolitycznym. Zaczynają być aktywni, zwłaszcza młodzi, widziałam ich podczas protestów na Placu Daszyńskiego. Ich masowa obecność, spokój, opanowanie, mądre wystąpienia bez cienia nienawiści, troska o normalność były imponujące. Na tych pokojowych demonstracjach poczułam ulgę, że młodzi czuwają i nie pozwolą sobą manipulować i wciskać ciemnoty. To właśnie w nich nadzieja, w tych, co teraz włączyli się w ruch odnowy moralnej Polski. W młodych, wykształconych ludziach zaiskrzyła nadzieja, że uratują kraj od upadku, że uratują nie tylko naszą polskość, ale nasze człowieczeństwo.

Krystyna Koziewicz, Opole

 

Komentarze

komentarzy


Artykuł przeczytało 121 Czytelników
Pin It